***
Zapach potu, smak alkoholu, wokół pełno dziewczyn poubieranych w mini i tylko czekających, aż ktoś postawi im drinka. Tak się właśnie czuje 20-latek? Co weekend to samo, w klubach moją twarz znają już na pamięć. Wiecznie ten sam scenariusz, impreza, świetna zabawa, nadzieja na poznanie kogoś, z kim spędzisz resztę życia, a na końcu zgon. Mimo wszystko, wciąż to robię i nie planuję nic zmieniać. Poznałem wiele dziewczyn, które liczyły tylko na jedno. Nie jestem typem, który idzie z pierwszą lepszą do łóżka, żeby tylko się zaspokoić. Potrzebuję czasu, poznania osoby, która, logicznie patrząc, zobaczy mnie nago. Dlatego nie kręciły mnie laski spędzające tutaj czas. Czasem przychodziły mądre dziewczyny, które zostały zaciągnięte przez swoje przyjaciółki, ponieważ były świeżo po zakończeniu swojego związku i liczyły, że tutaj uda im się zapomnieć. Osobiście, to sam w to wątpiłem, ale nie byłem nigdy dziewczyną. Miałem kiedyś przyjaciółkę. Mówiliśmy na to przyjaźń, ale naprawdę to nawet przespaliśmy się ze sobą. To był mój pierwszy raz i uważam go za wyjątkowy. Rozdzielił nas jej wyjazd. Dzień przed rozstaniem obiecałem jej, że postaram się być wierny, jeśli ona też tego dotrzyma. Tydzień później znalazła sobie kogoś innego na drugim końcu kraju i tak urwał nam się kontakt. Zacząłem odwiedzać miejsca takie jak to, pełne płytkich ludzi, którzy najczęściej mało co wiedzą o prawdziwej miłości.
Zmęczony tańcem, poszedłem usiąść przy barze. Poprosiłem kelnera o jednego, mocnego drinka. Gdy czekałem na swoje zamówienie, nieproszenie usiadła obok mnie szczupła, długowłosa blondynka, o mocno czerwonych ustach, jeszcze mocniejszym makijażu i bardzo krótkiej sukience, której moja siostra spokojnie użyłaby jako bluzki. Na dekolt zwróciłem uwagę na samym końcu, a normalny facet, pewnie zobaczyłby to, jako pierwsze. To świadczyło tylko o tym, że nie jestem jak wszyscy. Dostałem swoje zamówienie.
- Ja poproszę to samo. - odezwała się lekko piskliwym głosem blondynka, siedząca obok. Jeśli liczyła, że za to zapłacę, to niestety się myliła. Wypinała biust jak tylko się dało, uśmiechając się do mnie. Odwzajemniłem uśmiech, wziąłem łyka swojego napoju, po czym wraz ze szklanką postanowiłem zmienić miejsce. Przeciskając się przez tańczący tłum, w końcu znalazłem się na drugim końcu baru. Siedziała tu brunetka, z włosami krótszymi niż moje. Miała ubraną czarną sukienkę, która zasłaniała jej cały dekolt i sięgała na tyle daleko, że spokojnie zasłaniała majtki i uda. Miałem nadzieję, że nie będzie miała nic przeciwko, jeśli się dosiądę. Uświadomiłem sobie, jak źle musiała poczuć się blondynka, która jeszcze parę minut wcześniej pewnie liczyła na mały skok w bok. Ale nie ona pierwsza i nie ostatnia została olana przez słynnego w tym klubie Harrego Stylesa, którego niektórzy podejrzewają o inną orientację seksualną. Tak to ja.
- Hej. - odezwałem się do brunetki. Miałem nadzieję, że nie odbierze tego źle. - Sama tutaj? - zaryzykowałem.
- Mój brat tu pracuje. - uśmiechnęła się uroczo.
- I dlatego siedzisz przy barze? - roześmiałem się.
- Tak, jest ochroniarzem, a ja pilnuję baru. - zaśmiała się. Miała słodki, lekki głosik, ledwo ją słyszałem przez głośno grającą muzykę.
- Rozumiem. - uśmiechnąłem się. - Czyli nie bawisz się?
- Niestety nie mam z kim zatańczyć. Tutejsi mężczyźni wolą blondynki, a mi niestety blond do oczu nie pasuje. - była nadal rozpromieniona. Wziąłem łyk swojego drinka. Faktycznie, miała głęboko brązowe oczy.
- Tak się składa, że nie zwracam uwagi na kolor włosów. - uśmiech nie schodził mi z twarzy, chciałem wypaść jak najlepiej. Była pierwszą dziewczyną od miesiąca, z którą mogłem tu porozmawiać.
- Więc na co zwracasz uwagę? - poruszała śmiesznie brwiami.
- Nie lubię szybkich numerów. - zaśmiałem się.
- Dlatego przychodzisz do klubu? - zdziwiła się.
- Liczę na cud. - po tych słowach się uśmiechnęła. Położyłem szklankę z drinkiem na bar.
- Jestem Maya. - podała mi rękę.
- A ja Harry. - uśmiechnąłem się, również podając rękę. - Zatańczysz? - zapytałem bez wahania. Oczywiście zgodziła się.
Gdy już byliśmy maksymalnie zmęczeni tańcem, Maya skusiła się na drinka. Potem jeszcze jednego i jeszcze i jeszcze. Nim się obejrzałem, była już czwarta nad ranem.
- Pojawisz się tutaj częściej? - zapytałem nowo poznanej brunetki.
- Jeśli brat zobaczy mnie tak podpitą, nie jestem pewna. - odpowiedziała. Zaniemówiłem. Po chwili na jej twarzy pojawił się uśmiech. - Żartuję głuptasie. No jasne, że się pojawię. - kamień spadł mi z serca.
Nie wymieniliśmy się numerami telefonów. Nie przedstawiła mi swojego brata, nie znałem jej nazwiska. Nie wiedziałem prawie nic. Cały tydzień siedziała w mojej głowie, mimo że byłem totalnie pijany, nie zapomniałem tego uśmiechu, tego lekko rozmazanego makijażu pod koniec imprezy i tego lekkiego słodkiego głosu. Czekałem tylko na kolejny weekend. Ale ona nie przyszła. Tydzień później też jej nie było. Przemierzałem cały klub, pytałem ludzi. Po prostu o mnie zapomniała. Ja po czasie też zapomniałem. Bezsensowna nadzieja na coś lepszego, zdałem sobie sprawę, że księżniczki żyją tylko w bajkach.
***
//Colorized Differently//

Ojejku, ten rozdział jest taki dgvfuhgiuer *----*
OdpowiedzUsuńZdecydowanie Harry ma rację z tym, że księżniczki żyją tylko w bajkach. Nie oszukujmy się; księcia też można znaleźć tylko w bajce.
Życzę weny i pozdrawiam,
http://you-so-perfect-ziall.blogspot.com/
Dziękuję i zapraszam na następny, który pojawi się już niedługo. ♥
Usuńily x