sobota, 20 lutego 2016

środa, 17 lutego 2016

#Rozdział2 - Harry Styles " Blondynki nie są głupie "

 ***

       Postanowiłem nie tracić czasu na Maye. Możliwe, że wszystko co powiedziała było jedną wielką bujdą, która miała coś na celu, ale jestem za głupi, żeby to rozgryźć. Minął trzeci tydzień, a ja znów tu jestem. Tym razem najpierw zmierzam do palarni. Nie pamiętam kiedy ostatnio paliłem. Kiedyś były osoby, które potrafiły mnie od tego odciągnąć, teraz nie mam nikogo. Przestałem się tym przejmować już jakiś czas temu. Skończyłem palić papierosa i wyszedłem. Po drodze parę dziewczyn próbowało zaciągnąć mnie na parkiet, ale ja szedłem przed siebie twardo. Usiadłem przy barze i zamówiłem drinka. Ktoś się do mnie dosiadł, ale nie chciałem odwracać wzroku. Kątem oka widziałem blond, na resztę nie chciałem patrzeć. Dostałem zamówienie, wziąłem porządnego łyka i usłyszałem głos.
- Hej. - odezwała się nieznajoma.
- Cześć. - powiedziałem niezainteresowany.
- Czemu na mnie nie spojrzysz?- zapytała. Zmusiłem się, żeby popatrzeć na dziewczynę, czego nie chciałem robić. Była inna. Miała na sobie jeansy z dziurami na kolanach, białą bluzkę, mocno przylegającą do ciała i czarną skórzaną kurtkę.
- To normalne, że dziewczyna ubiera się tak do klubu? - zapytałem, popijając drinka. Jedyne co łączyło ją z większością dziewczyn tańczących tutaj, to wysokie szpilki.
- Wpadłam tylko na chwilkę. Widzę, że ty też nie jesteś chętny do tańca? - uśmiechnęła się.
- Jeszcze nie. - odpowiedziałem, uciekając wzrokiem na bar.
- Idziesz się przejść? Chłopak mnie wystawił, a mam zarezerwowane miejsce w restauracji obok. - powiedziała, zarzucając swoje długie blond włosy na ramię. Zawahałem się. Z jednej strony nie wypada iść z nowo poznaną dziewczyną na kolację, to nie w moim typie. Z drugiej strony nic w tym klubie dzisiaj po mnie, a wychodząc stąd lepiej na tym wyjdę. Kiwnąłem potwierdzająco głową. Dziewczyna wzięła mnie za rękę i przeciągnęła przez tańczący tłum. Kiedy byliśmy przy wyjściu, puściła. Odwróciła się z uśmiechem. Otworzyłem drzwi i ją przepuściłem jak prawdziwy dżentelmen.
- Jestem Harry. - przedstawiłem się.
- A ja Sara, miło mi. - podała mi rękę.
- Dlaczego akurat ja? - spytałem.
- Co ty? - chyba nie zrozumiała.
- Dlaczego akurat mnie wzięłaś ze sobą?
- Nie wyglądałeś, jakbyś się tam dobrze bawił. - uśmiechnęła się. - To tutaj. - pokazała na restaurację. Faktycznie, była zaraz obok klubu. Weszliśmy do środka.
      Ściany w restauracji były białe, i wisiało na nich mnóstwo obrazów. Stoły były tylko dwuosobowe. Jak na tę porę było to bardzo dużo osób. Kelner podszedł i pokierował nas do zarezerwowanego stolika. Podał menu i poinformował, że za chwilkę podejdzie spisać zamówienia.
- Jak Ci się podoba? - zapytała.
- Ładnie jest. - odpowiedziałem.
- Cieszę się. Mój tata projektował to miejsce.
- Jest architektem?
- Nie, właścicielem. - uśmiechnęła się.
- Czyli gdybyś zrezygnowała z rezerwacji, to nic by się nie stało?- zapytałem lekko zdziwiony.
- Nie, ale nie lubię wprowadzać nieładu.
- Rozumiem. Jeśli mogę zapytać..o co chodzi z Twoim chłopakiem? - nie chciałem być wścibski, ale zaskakiwała mnie ta sytuacja.
- Nie chcę o tym rozmawiać. - odparła, ale uśmiech nie zszedł z jej twarzy.
- No dobrze. - odpuściłem.
- Co podać? - zapytał kelner. Podszedł tak cicho, że nawet nie zauważyłem, kiedy tu się pojawił.
- Ja poproszę kurczaka z ryżem i warzywami, do tego wodę niegazowaną z cytryną. - Sara odezwała się jako pierwsza. 
- A ja poproszę kawę z ekspresu.- pewnie zaskoczyło ją moje zamówienie, ale nie byłem głodny.
- To w takim razie ja też wezmę kawę. Tylko kawę. - zmieniła zdanie.
- Dobrze. - odpowiedział kelner i odszedł od naszego stolika.
- Mogłeś powiedzieć, że nie jesteś głodny. - powiedziała, nadal się uśmiechając.
- Jeśli Ty jesteś to mogłaś zjeść, mi by to w niczym nie przeszkadzało. - odwzajemniłem uśmiech.
- Nie lubię jeść o tej porze, chciałam się dostosować, ale chyba mi się nie udało. - po raz pierwszy przy mnie się zaśmiała. Dostaliśmy swoje zamówienia i zaczęliśmy rozmawiać. Mieliśmy dużo wspólnych tematów, chwila ciszy była niemożliwa. Im dłużej z nią siedziałem, tym bardziej dochodziłem do wniosku, że blondynki jednak nie są takie głupie, jak przypuszczałem.


***


//Colorized Differently//


wtorek, 16 lutego 2016

Rozdział 2.- Niall Horan ''Sophie''

   Siedząc w biurze myślałem o Catrine.O przyszłości.Nie byłem pewien,czy chce się z nią wiązać.Miałem pewne wątpliwości.Od mojego złotego zegarka z Ellingtona odbijały się promienie słoneczne,które wdarły się do pomieszczenia.Nienawidziłem tej roboty.Musiałem odwalać za szefa jakieś cholerne papierkowe roboty.Sortować zgłoszenia.Nie było to moje wymarzone zajęcie,ale co miałem zrobić.Byłem przybity do muru musiałem w końcu gdzieś pracować.Nie miałem nikogo kto mógłby mnie wesprzeć finansowo.Musiałem radzić sobie sam; nic nowego.Ja Niall Horan mający dwadzieścia dwa lata musi liczyć tylko na siebie.
 Gdy miałem może piętnaście lat chodziłem na lekcje tańca.Był to hip hop.Dla zabicia czasu.Wówczas stwierdziłem,że mając za dużo wolnego czasu; rozmyślam.Byłem uzależniony od swych myśli.A jak to kiedyś grecki filozof powiedział nie można myśleć za dużo,bo stworzy się problem,którego przed chwilą nie było.W moim przypadku świetnie się to sprawdzało.Hip-hop tak bardzo mnie wciągnął,że już w wieku szesnastu rok wystąpiłem solo na mistrzostwach Polski.Ja Niall Horan nareszcie z siebie zadowolony.Pierwszy raz w życiu miałem prawdziwą satysfakcję z tego kim jestem i co robię.Bez względu na to ile posiadam.Poznałem wielu fantastycznych ludzi.Tam..po raz pierwszy ujrzałem ją.Dziewczynę o niebieskich tęczówkach przypominających ocean; można było się w nich utopić.Miała na imię Sophie.Długie jasno brązowe włosy,aż do pasa.Po raz pierwszy poczułem u kłucie w sercu.Była moją pierwszą młodzieńczą miłością.Byłem najszczęśliwszym człowiekiem,gdy odwzajemniła moje uczucie.Byliśmy razem dwa lata.Jak każda para mieliśmy wzloty i upadku; częściej wzloty.Wpisała się w moje serce,jako pierwsza.Zawsze będzie cząstką mnie nawet jeśli teraz..zupełnie nie wiem gdzie jest. 
Rozstaliśmy się z powodu jej wyjazdu do Niemiec.Na początku często dzwoniliśmy do siebie,pisaliśmy listy.Nigdy nie wierzyłem w związki na odległość.Coś się zaczęło psuć.Czułem,że ma przede mną jakieś tajemnice.Oszukiwałem sam siebie.Aż do momentu,gdy mój komputer nawalił.Straciłem wszystkie dokumenty i zdjęcia, oraz jej nazwę skypa,niemiecki numer telefonu i adres. 
Nigdy już nie usłyszałem jej głosu,ani nie zobaczyłem jej.Zniknęła z mojego życia.Teraz wiem,że ludzie odchodzą nawet jeśli po stokroć obiecywali,że tego nie zrobią..Zrezygnowałem z tańca w wieku dziewiętnastu lat.Musiałem skupić się bardziej na studiach, oraz przyszłej pracy.Jednym z powodów był też wyjazd Sophie.Straciłem marzenia i motywację.To ona namawiała mnie do treningów.Mówiła,żebym się nigdy nie poddawał i nie ważne jak mocny mur miał przed sobą po prostu go rozwalał; nie omijał. 
Czasem żałuję; może byłbym na prawdę dobrym tancerzem.Ale nie łudzę się.Pracuję 6 razy w tygodniu zazwyczaj dziesięć lub dwa naście godzin.Nie mam czasu na dodatkowe zajęcia.W niedzielę jestem zazwyczaj tak zmęczony całym tygodniem,że jedyne o czym marzę to sen.
     -Siema stary,co tam słychać? - podniosłem wzrok znad laptopa spoglądając na swojego przyjaciela.
-Co ty tu robisz?
-Przyszedłem powiadomić cię,że dzisiaj wieczorem jest w klubie impreza - uśmiechnął się zadziornie.
-Cris, nie mam czasu ile razy można ci to powtarzać?
-Tyle razy dopóki się zgodzisz.No proszę.Pamiętasz jak ja nie poszedłem do pracy skuli .. - przerwałem mu.
-Tak,dobrze pamiętam.Uratowałeś mi dupę. Nie miałem wyjścia.Musiałem się zgodzić.
-To świetnie.
 
O dwudziestej pod twoim domem.Kiwnąłem głową,po czym Cris zniknął z mojego pola widzenia.No to mam już plany na dzisiejszy wieczór.Może wreszcie się wyluzuję,bo na prawdę pęka mi już głowa od wszystkiego.Miałem nawet nadzieję,że Cris będzie miał trawkę.Tego mi było trzeba.Porządnego wyładowania stresu.Od pewnego czasu przypalam blanta,gdy jest mi źle,czy jestem pod napięciem.Wtedy jest mi na prawdę dobrze,bo niczym się nie przejmuję i zupełnie o niczym nie myślę.


Mydreamiscometrue 

poniedziałek, 15 lutego 2016

#Rozdział1 - Harry Styles - "Księżniczki są tylko w bajkach."

                                                                          ***

       Zapach potu, smak alkoholu, wokół pełno dziewczyn poubieranych w mini i tylko czekających, aż ktoś postawi im drinka. Tak się właśnie czuje 20-latek? Co weekend to samo, w klubach moją twarz znają już na pamięć. Wiecznie ten sam scenariusz, impreza, świetna zabawa, nadzieja na poznanie kogoś, z kim spędzisz resztę życia, a na końcu zgon. Mimo wszystko, wciąż to robię i nie planuję nic zmieniać. Poznałem wiele dziewczyn, które liczyły tylko na jedno. Nie jestem typem, który idzie z pierwszą lepszą do łóżka, żeby tylko się zaspokoić. Potrzebuję czasu, poznania osoby, która, logicznie patrząc, zobaczy mnie nago. Dlatego nie kręciły mnie laski spędzające tutaj czas. Czasem przychodziły mądre dziewczyny, które zostały zaciągnięte przez swoje przyjaciółki, ponieważ były świeżo po zakończeniu swojego związku i liczyły, że tutaj uda im się zapomnieć. Osobiście, to sam w to wątpiłem, ale nie byłem nigdy dziewczyną. Miałem kiedyś przyjaciółkę. Mówiliśmy na to przyjaźń, ale naprawdę to nawet przespaliśmy się ze sobą. To był mój pierwszy raz i uważam go za wyjątkowy. Rozdzielił nas jej wyjazd. Dzień przed rozstaniem obiecałem jej, że postaram się być wierny, jeśli ona też tego dotrzyma. Tydzień później znalazła sobie kogoś innego na drugim końcu kraju i tak urwał nam się kontakt. Zacząłem odwiedzać miejsca takie jak to, pełne płytkich ludzi, którzy najczęściej mało co wiedzą o prawdziwej miłości.
      Zmęczony tańcem, poszedłem usiąść przy barze. Poprosiłem kelnera o jednego, mocnego drinka. Gdy czekałem na swoje zamówienie, nieproszenie usiadła obok mnie szczupła, długowłosa blondynka, o mocno czerwonych ustach, jeszcze mocniejszym makijażu i bardzo krótkiej sukience, której moja siostra spokojnie użyłaby jako bluzki. Na dekolt zwróciłem uwagę na samym końcu, a normalny facet, pewnie zobaczyłby to, jako pierwsze. To świadczyło tylko o tym, że nie jestem jak wszyscy. Dostałem swoje zamówienie.
- Ja poproszę to samo. - odezwała się lekko piskliwym głosem blondynka, siedząca obok. Jeśli liczyła, że za to zapłacę, to niestety się myliła. Wypinała biust jak tylko się dało, uśmiechając się do mnie. Odwzajemniłem uśmiech, wziąłem łyka swojego napoju, po czym wraz ze szklanką postanowiłem zmienić miejsce. Przeciskając się przez tańczący tłum, w końcu znalazłem się na drugim końcu baru. Siedziała tu brunetka, z włosami krótszymi niż moje. Miała ubraną czarną sukienkę, która zasłaniała jej cały dekolt i sięgała na tyle daleko, że spokojnie zasłaniała majtki i uda. Miałem nadzieję, że nie będzie miała nic przeciwko, jeśli się dosiądę. Uświadomiłem sobie, jak źle musiała poczuć się blondynka, która jeszcze parę minut wcześniej pewnie liczyła na mały skok w bok. Ale nie ona pierwsza i nie ostatnia została olana przez słynnego w tym klubie Harrego Stylesa, którego niektórzy podejrzewają o inną orientację seksualną. Tak to ja.
- Hej. - odezwałem się do brunetki. Miałem nadzieję, że nie odbierze tego źle. - Sama tutaj? - zaryzykowałem.
- Mój brat tu pracuje. - uśmiechnęła się uroczo.
- I dlatego siedzisz przy barze? - roześmiałem się.
- Tak, jest ochroniarzem, a ja pilnuję baru. - zaśmiała się. Miała słodki, lekki głosik, ledwo ją słyszałem przez głośno grającą muzykę.
- Rozumiem. - uśmiechnąłem się. - Czyli nie bawisz się?
- Niestety nie mam z kim zatańczyć. Tutejsi mężczyźni wolą blondynki, a mi niestety blond do oczu nie pasuje. - była nadal rozpromieniona. Wziąłem łyk swojego drinka. Faktycznie, miała głęboko brązowe oczy.
- Tak się składa, że nie zwracam uwagi na kolor włosów. - uśmiech nie schodził mi z twarzy, chciałem wypaść jak najlepiej. Była pierwszą dziewczyną od miesiąca, z którą mogłem tu porozmawiać.
- Więc na co zwracasz uwagę? - poruszała śmiesznie brwiami.
- Nie lubię szybkich numerów. - zaśmiałem się.
- Dlatego przychodzisz do klubu? - zdziwiła się.
- Liczę na cud. - po tych słowach się uśmiechnęła. Położyłem szklankę z drinkiem na bar.
- Jestem Maya. - podała mi rękę.
- A ja Harry. - uśmiechnąłem się, również podając rękę. - Zatańczysz? - zapytałem bez wahania. Oczywiście zgodziła się.
         Gdy już byliśmy maksymalnie zmęczeni tańcem, Maya skusiła się na drinka. Potem jeszcze jednego i jeszcze i jeszcze. Nim się obejrzałem, była już czwarta nad ranem.
- Pojawisz się tutaj częściej? - zapytałem nowo poznanej brunetki.
- Jeśli brat zobaczy mnie tak podpitą, nie jestem pewna. - odpowiedziała. Zaniemówiłem. Po chwili na jej twarzy pojawił się uśmiech. - Żartuję głuptasie. No jasne, że się pojawię. - kamień spadł mi z serca.
        Nie wymieniliśmy się numerami telefonów. Nie przedstawiła mi swojego brata, nie znałem jej nazwiska. Nie wiedziałem prawie nic. Cały tydzień siedziała w mojej głowie, mimo że byłem totalnie pijany, nie zapomniałem tego uśmiechu, tego lekko rozmazanego makijażu pod koniec imprezy i tego lekkiego słodkiego głosu. Czekałem tylko na kolejny weekend. Ale ona nie przyszła. Tydzień później też jej nie było. Przemierzałem cały klub, pytałem ludzi. Po prostu o mnie zapomniała. Ja po czasie też zapomniałem. Bezsensowna nadzieja na coś lepszego, zdałem sobie sprawę, że księżniczki żyją tylko w bajkach.





                                        

                                                                               ***
//Colorized Differently//

Rozdział 1. - Niall Horan "To tylko seks".


    Tej nocy nie dała mi zmrużyć oka.Pokazała jak bardzo spragniona była mojego ciała.Nie wiedziałem nawet,że potrafi być tak namiętna.Dała mi do zrozumienia,że nie powinien tak często wyjeżdżać z miasta.Sprawiła,że sam nie wiem co mam myśleć.Nasze relacje zaszły zbyt daleko.Nie jesteśmy już przyjaciółmi jak ubiegłego lata,ale miłość?Tłumaczyłem sobie,że to tylko seks.Ale teraz..sam już nie wiem.Moje myśli biły się ze sobą.Do tej pory traktowałem to jak przelotną znajomość.Nigdy nie rozmawialiśmy o tym otwarcie.W łóżku było nam wspaniale.Lubiłem,gdy jej dłonie penetrowały moje ciało tak jak za pierwszym razem.Lubiłem,gdy przeczesywała moje blond włosy.Lubiłem,gdy jej opuszki palców wędrowały co raz niżej; doprowadzając moje ciało do drżenia.Jest to chyba jedna rzecz,której jestem pewny.Myślę,że Catrine stosunkowo za bardzo od początku brała naszą znajomość na poważnie.Dla mnie..było to oderwanie się od szarej rzeczywistości.
  Nigdy nie byłem typem samotnika.Jestem raczej duszą towarzyską; lubię poznawać nowych ludzi.Nie boję się wyzwań; raczej stawiam im czoła.Zwykłe piski dziewczyn na mój widok nie robią na mnie żadnego wrażenia.Moim hobby jest jazda na motorze.Yamaha tzr 50 o białym kolorze.Zaraz po seksie z Catrine jest to rzecz,która niezmiernie wyładowuje moje napięcie i sprawia mi radość.
 Moja matka zawsze prosiła mnie,żebym uważał.Twierdziła,że jest to bardzo niebezpieczne.I w pewnym sensie muszę przyznać jej rację.Jadąc 150km/h miałem drobny wypadek i leżałem około miesiąc w szpitalu.Ale przenigdy nie przyszło mi do głowy,by z tego zrezygnować.Dla mnie jest to odskocznia.Zapominam o tym co złe.Właśnie moja Yamaha pomogła uporać się ze śmiercią mojej matki.Odeszła 2 miesiące temu w sobotę rano.Miała raka.Lekarze uprzedzili mnie,że nie dają jej dużo czasu.Najgorsza w tym wszystkim nie była jej strata.Tylko życie po tej stracie.Może nie raz nie umiałem się z nią dogadać i wrzeszczałem na nią cholernie potem tego żałując..ale była to moja matka.Kobieta,która przez dziewięć miesięcy nosiła mnie pod sercem.W nocy wstawała i zmieniła mi pieluchy.Dostała żylaków; znosiła mój płacz,a z jej opowiadań zrozumiałem,że byłem na prawdę płaczliwym dzieckiem.Zawsze chciała dla mnie dobrze; tylko czasem nie umiała mi tego okazać.
  Co do mojego ojca.. zostawił nas.Miałem 2 latka,gdy zauważyłem pierwszy raz moją matkę zapłakaną.Ponoć miał kochankę.Ułożył sobie życie bez nas.Moja mama dużo płakała; popadła w depresję.Gdy dorosłem zrozumiałem jedną rzecz.Było mi oczywiście smutno,że tata mnie nie chce,ale..jako dwuletnie dziecko zapamiętałem tylko jeden moment.Moment,w którym odchodził.Wsiadał do czarnego BMW swojej przyszłej żony i miał na twarzy uśmiech.Był szczęśliwy.Widziałem w jego oczach szczęście.Zrozumiałem..ja i mama byliśmy dla niego tylko ciężarem.Jestem tylko ciekaw co miała tamta kobieta,czego nie miała moja matka.Tak czy inaczej przez osiemnaście lat nigdy więcej go nie zobaczyłem.Co roku w dniu moich urodzin przychodziła tylko kartka; jednak nie zapomniał o mnie.Sprawiało to,że budziła się we mnie nieśmiało nadzieja,że jeszcze kiedyś go zobaczę. 
-Niall,coś się stało? - Catrine wstała.Spojrzałem na nią niebieskimi tęczówkami.Była ubrana w swój kusy bordowy szlafroczek,pod którym miała czarny koronkowy stanik. 
-Nie,zamyśliłem się. Poczułem na swoich plecach jej paznokcie.Lekko drapała mnie.Wiedziała,że to uwielbiam.Odwróciłem się i musnąłem jej usta.
-Na którą musisz iść do pracy? - zapytała i chyba trochę zesmutniała.Spojrzałem na zegarek.Cholera,była już trzynasta, a ja na czternastą muszę już być w biurze. 
-W sumie to ja już muszę wychodzić.Ostatni raz spojrzałem na jej smutną twarz,po czym znowu lekko musnąłem jej wargi. 
- Czekaj na mnie,a dokończymy. - powiedziałem z uśmiechem.